Archiwalny wywiad z Agnieszką Holland

 


Agnieszka Holland:


„Nie jestem w stanie oglądać filmów z lektorem…”


Zobacz archiwalny wywiad z najsłynniejszą polską

reżyserką i scenarzystką filmową znaną m.in. z filmów

„Zabić księdza” (o bł. ks. Jerzym Popiełuszce),

„Europa, Europa” czy „Gorzkie Żniwa”.



SYLWIA CZUBKOWSKA: Stanley Kubrick wymusił na dystrybutorze swoich filmów zakaz zagłuszania oryginalnej ścieżki dźwiękowej. Dzięki temu jego filmy są jednymi z nielicznych, jakie możemy oglądać w polskiej telewizji bez lektora. Nie korciło pani, by wymóc podobny zakaz w stosunku do swoich filmów?

AGNIESZKA HOLLAND*: Pewnie, że tak. Ale, niestety, nie mam takiej siły w negocjacjach z dystrybutorami.

Ogląda pani swoje filmy w polskiej telewizji?

Nie jestem w stanie się przełamać i nie dotyczy to tylko moich filmów. Ten okropny zwyczaj zagłuszającego wszystko lektora odrzuca mnie. O wiele bardziej cenię już dobrze wykonany dubbing z profesjonalnymi aktorami, którzy sprawnie podkładają głosy za aktorów oryginalnych. Wprawdzie ginie wtedy głos tego grającego aktora, ale przynajmniej zostają tzw. tony międzynarodowe, czyli dźwięki ze ścieżki: muzyka, stukot pociągu, ćwierkanie ptaków. Oczywiście najlepsze wyjście to napisy – chciałabym, żeby właśnie tak były pokazywane moje filmy.

Z badań jednak wynika, że Polacy nie chcą napisów, wolą lektora

Bo ich do tego przyzwyczajono, no i tak jest prościej. Wystarczy jednak przyjrzeć się Szwedom czy Holendrom, by przekonać się o korzyściach, jakie niosą napisy, które są tam normą. Wykształcają w ludziach umiejętności oglądania filmów, doceniania takich elementów jak muzyka i są nieocenioną pomocą w nauce języków. Sama zresztą tak się uczyłam.

Oglądała pani w Polsce filmy w oryginalnej wersji?

Nie, już po wyjeździe do Francji i Stanów Zjednoczonych. Przed wyjazdem bardzo słabo znałam angielski, musiałam przejść przyspieszony kurs, by jak najszybciej móc w tym języku pracować.

Słyszała pani o jakichś polskich filmowcach czy aktorach, którzy z powodu nieznajomości angielskiego stracili szansę zrobienia kariery na Zachodzie?

Wolałabym nie wyciągać kolegom takich historii. Wiem natomiast, że zarówno Andrzej Wajda, jak i Krzysztof Kieślowski, choć obaj odnieśli ogromny sukces, bardzo żałowali, że nie znają języków. Przeszkadzało im to często w kierowaniu aktorami. Z drugiej strony jest słynna anegdota o Himilsbachu. Miał on swego czasu propozycję zagrania w zachodnim filmie. Był jednak pewien warunek angażu: musiał opanować język angielski. Po namyśle Himilsbach odmówił. Kiedy znajomi pytali go o powody tak niecodziennej decyzji, wypalił szczerze: „Pomyślcie sami. Ja się nauczę angielskiego, a oni jeszcze gotowi odwołać produkcję filmu. I co wtedy? Zostanę jak głupi z tym angielskim…”. Tyle anegdota. Prawda jednak jest taka, że dziś bez angielskiego nie ma się najmniejszej szansy zaistnieć w światowym kinie.



Autorka wywiadu: Sylwia Czubkowska